„Brak zaangażowania w praktykę wytwarza teoretyczne halucynacje”

Jaki jest kształt wyboru i czy jest szansa odnalezienia swojej reprezentacji, czyli okrągła historia po spektaklu Komuny Warszawa "Sierakowski".

Pamiętam weekendowy projekt Komuny Otwock EKONOMIA. POLITYKA. TEATR, w ramach którego przygotowywałam dyskusję „Ekonomia polityczna teatru”. Chcieliśmy wtedy rozmawiać, jak i po co zarządzać politycznym zaangażowaniem w tworzeniu teatru. Do dyskusji zaproszeni zostali Łukasz Lewandowski (aktor), Marcin Liber (Teatr 2xU), Maciej Nowak (dyrektor Instytutu Teatralnego), Sławomir Sierakowski (Krytyka Polityczna) i Bartek Szydłowski (dyrektor Teatru Łaźnia Nowa). Miała być też Maja Kleczewska, ale nie przyszła, nie pamiętam dlaczego.



Rozmowa przerodziła się w krwawą jatkę. Prowadząca panel Dorota Sajewska szybko zamieniła się w adwersarza tez, że jedynym zadaniem sztuki jest realizowanie zmiany społecznej przy jednoczesnej rezygnacji z estetyki, formy oraz autonomii, które prezentował wstępujący na salony medialne i polityczne Sławomir Sierakowski. Walka trwała jakieś 3 godziny, pozostali rozmówcy powiedzieli niewiele, jeden z nich (Marcin Liber) nie powiedział ani słowa. Porażka prowadzącej, za to widowisko spektakularne, ujawniające marzenia mężczyzn związanych ze środowiskiem Krytyki Politycznej.

Za pół roku Sławomir Sierakowski jako dramaturg zrealizował swoje postulaty w spektaklu Jana Klaty „Szewcy u bram” w TR Warszawa.






W tej samej przestrzeni przy Lubelskiej 32 prawie sześć lat później oglądam futurystyczną biografię Sierakowskiego. Recenzji nie będzie, bo nie o zabiegi inscenizacyjne tu chodzi. Jest tak, jak zawsze: krótki scenariusz, hasła, ruch, wybijający z rytmu dźwięk. Poetyckie slogany, absurdalne skojarzenia, błyskotliwe pointy tworzą gorzką refleksję o trybunie ludowym, który wtedy, kiedy jest potrzebny, siedzi w Ameryce. Akcję/spektakl przygotowała Komuna Warszawa, która w 2009 roku dokonała rewizji swoich lewicowych postulatów i z hukiem zamknęła 20-letni rozdział anarchistyczno-punkowej Komuny Otwock.

Jaki jest kształt wyboru? Jaki jest kształt wyboru? Jaki jest kształt wyboru? Jaki jest kształt wyboru? Jaki jest kształt wyboru?

Czy w ogóle jest jakikolwiek? Czy jest szansa odnalezienia swojej reprezentacji? Nigdy nie czułam, żeby KP mogła reprezentować mnie, nieheteronormatywną kobietę, w jakikolwiek sposób – nie czytam tych wszystkich męskich filozofów, jak i nie lubię realizacji postulatów działań społecznych w tworzeniu narracji, nie dla mnie struktury i podporządkowanie męskiemu macho-liderowi. A jednak mi smutno, że ten Sierakowski siedzi w Ameryce i wizytuje kolejne intelektualne konferencje, gdy na naszej ziemi Krzyż, ACTA, Palikot, Kolorowa Niepodległa.

Nic nie może się zmienić? Nic nie może się zmienić? Nic nie może się zmienić? Nic nie może się zmienić? Nic nie może się zmienić?

Patrzę na scenę i tak sobie myślę, że bardzo bym chciała, żeby liderka Komuny Warszawa Alina Gałązka otrzymała realną władzę w naszym mieście: została radną, dołączyła do Komisji Kultury albo została pełnomocniczką do wdrażania PRK. Chciałabym, żeby w strukturach miejskich reprezentował mnie ktoś, kto zna specyfikę stołecznych urzędów, spędził kilka miesięcy życia na tworzeniu dokumentu PRK, którego boi się władza (obecnie obowiązuje dokument uchwalony przez Prezydenta Kaczyńskiego), ma 20-letnie doświadczenie w samodzielnej oraz kolektywnej realizacji projektów społecznych i artystycznych, a do tego ktoś, kto jest odporny na koterię salonów i nie jest facetem.
Taka to historia z okazji pierwszej słonecznej marcowej soboty.

Historie są różne
kwadratowe i podłużne
okrągłe się nie zdarzaja
bo je myszy zjadają

Różne są historie
nikt ich nie pojmie
(zresztą) po co je pojmować
lepiej je smakować, kosztować....



cytaty pochodzą z przedstawienia Komuny Warszawa „Sierakowski”, tytuł artykułu z: Richard Rorty „Spełnienie obietnicy naszego kraju”
Trwa ładowanie komentarzy...