Euro2012 a Plac Defilad

Warszawa sportem stoi, bo sport to masa, a masa to wyborcy. A polityka, która stymuluje rzeczywistość do zmian może kiedyś nam się przytrafi.

Codziennie w drodze do pracy obserwuję postęp robót miejskich mających na celu przygotowanie naszego miasta na wizytację zagranicznych kibiców-bogaczy. Poranna trasa Grochów–Plac Defilad to policjanci na spacerze w okolicy Parku Skaryszewskiego, prace ogrodowe na zamkniętym terenie Stadionu Dziesięciolecia, wolnostojący od początku lat 90. zapyziały kantor, skrobanie balustrad na moście Poniatowskiego, remont rozpadającej się baszty w połowie drogi, a za mostem już nowiutka kostka i uporządkowane miejsca parkingowe naprzeciwko Muzeum Narodowego. Potem jeszcze przejazd pod Marszałkowską tunelem ulicy Złotej, gdzie od tygodnia robotnicy skuwają stare kafelki i już jestem na Placu Defilad, który niebawem przemieni się w Strefę Kibica. Zastanawiam się, na ile te ekspresowe remonty mają charakter wiosek potiomkinowskich, a na ile przeprowadzane są solidnie i poprawią jakość naszego życia w mieście stołecznym.

O Strefie Kibica i kolizji z działalnością kulturalną mieszczących się tam teatrów słyszeliśmy w mediach w tym tygodniu bardzo dużo. Niestety szum medialny nie wpłynął w żaden sposób na przekazanie jakichkolwiek wiążących decyzji instytucjom, które mają swą siedzibę na Pl. Defilad. Nadal nie wiemy, w jaki sposób i czy w ogóle widzowie będą mogli dotrzeć do Teatru Dramatycznego. Nie znamy planów zagospodarowania terenu poza rozpikselowanym planem ogólnym z oficjalnej strony miasta.

Od dwóch miesięcy staramy się o zwolnienie z płacenia czynszu za miesiąc nieużywanej sceny. Suma ok. 130.000 zł pozwoliłaby na wyprodukowanie jednej premiery lub przyjazd spektaklu „±0 – plus minus zero” Christopha Marthalera zaplanowanego w ramach Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego WARSZWA CENTRALNA 2012, który w tym roku zapewne się nie odbędzie ze względu na cięcia budżetowe w stołecznym Ratuszu.

Kiedy zakończy się sezon 2011/2012 w Teatrze Dramatycznym – tego nie wie nikt. Ani Biuro Kultury, ani Zarząd PKiN, ani Biuro Promocji Miasta, ani Zespół Organizacyjny m.st. Warszawy ds. EURO 2012. W związku z brakiem dyspozycji w czerwcowym repertuarze zaplanowane są przedstawienia: Pippi Pończoszanka na Dzień Dziecka, setny spektakl Aliny na zachód oraz uwielbiane przez widzów W imię Jakuba S. W najgorszym wypadku, gdy zasieki od strony Marszałkowskiej nie pozwolą publiczności dotrzeć na spektakle, przeprowadzimy widzów od strony Sali Kongresowej przez disco Klub Mirage, którego piwnice połączone są z piwnicami Dramatycznego ;-)

Gigantyczny projekt jak organizacja Euro2012 intensywnie angażuje pracę kilku miejskich biur, które zapewne pracują w pocie czoła. Niestety brak jasnego podziału kompetencji, jak i zrozumiałej struktury wydawania decyzji powoduje chaos i frustrację osób pośrednio włączonych w obchody święta sportu.

Porażka w staraniach Warszawy o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury nie została potraktowana jako przydatny case-study – Pani Prezydent zdecydowała o nieprzeprowadzaniu audytu. Okrutne wnioski, które zapewne zostałyby zawarte w dokumencie badającym przyczyny niepowodzenia, mogłyby dziś posłużyć do opracowania przejrzystej i efektywnej struktury organizacyjnej Euro2012.

Tymczasem na 90 dni przed inauguracją gigantycznej masowej imprezy żyjemy spekulacjami i domysłami, jak będziemy funkcjonować od połowy maja.
Chętnie przygotowalibyśmy ofertę kulturalną może nie pod gust przeciętnego kibica, dla którego w tym okresie poza sportem niewiele się liczy, ale dla zwykłych warszawiaków, których albo futbol nie interesuje albo nie stać ich na kupienie biletów na mecze.

Brytyjczycy w ramach Olimpiady postawili na hasło „Take home memory of London”. Dlaczego nie moglibyśmy mieć kulturalnego festiwalu na miarę naszego miasta? Nie tak spektakularnego jak w Londynie, gdzie w czasie Olimpiady będzie można obejrzeć monograficzne wystawy Davida Hockneya, Luciana Freuda, Damiena Hirsta, Tracey Emin, spektakle w ramach World William Shakespeare Festival 2012 oraz setki innych wydarzeń.

Warszawa sportem stoi, bo sport to masa, a masa to wyborcy. A polityka, która stymuluje rzeczywistość do zmian może kiedyś nam się przytrafi.
Może w 2014 roku.
Trwa ładowanie komentarzy...