Elfriede Jelinek: „A czy widzieliście już piwnice u swoich sąsiadów?”

„Śmierć i dziewczyna. Dramaty księżniczek” Elfriede Jelinek to mój ukochany spektakl z naszego repertuaru. Nie bierze udziału w rankingu „najlepszych” czy „najciekawszych”. Umieszczam go w swoim super-subiektywnym spisie przedstawień Dramatycznego, za którymi tęsknię, z których cytaty weszły do mojego codziennego języka, które cieszą mnie za każdym razem, gdy je oglądam kolejny raz. W najbliższy weekend (14 i 15 kwietnia) w Teatrze Dramatycznym po rocznej przerwie będzie można zobaczyć, być może po raz ostatni, spektakl, który wspólnie stworzyło 19 kobiet...

„Śmierć i dziewczyna. Dramaty księżniczek” Elfriede Jelinek to mój ukochany spektakl z naszego repertuaru. Nie bierze udziału w rankingu „najlepszych” czy „najciekawszych”. Umieszczam go w swoim super-subiektywnym spisie przedstawień Dramatycznego, za którymi tęsknię, z których cytaty weszły do mojego codziennego języka, które cieszą mnie za każdym razem, gdy je oglądam kolejny raz. W najbliższy weekend (14 i 15 kwietnia) w Teatrze Dramatycznym po rocznej przerwie będzie można zobaczyć, być może po raz ostatni, spektakl, który wspólnie stworzyło 19 kobiet...



W 2009 roku Dorota Sajewska zaprosiła pięć reżyserek, by wspólnie w gronie 19 pań przygotowały teatralny eksperyment socjologiczny. Anna Baumgart została poproszona o połączenie tych pięciu oddzielnych części. Nie jeden reżyser-demiurg miał nadać ostateczny kształt, lecz artystka wizualna. Baumgart zdecydowała o powołaniu do życia repliki przestrzeni piwnicy Jozefa Fritzla, wychodząc od trzech policyjnych zdjęć, które nielegalnie wyciekły do internetu.




Sufit Małej Sceny został obniżony na wysokość 2 metrów, a więc do poziomu, na który pozwoliło BHP i P.Poż. Klaustrofobiczna przestrzeń Baumgart zawładnęła Małą Sceną do tego stopnia, że recenzent „Rzeczpospolitej” zrezygnował z analizy zawartości wieczoru, by oddać się emocjom na temat rzekomej nieudolności kobiet w teatrze: Trudno oprzeć się wrażeniu, że warszawski spektakl przypomina dość żałosne zebranie feministek, które dowodzą, że rola kobiety w życiu i w teatrze jest nie do pozazdroszczenia. (…) Inscenizatorki chyba przeczuły, że rzecz niewarta jest profesjonalnej sceny, więc tę niemal trzygodzinną opowieść o kobietach umieściły na teatralnym strychu. (Jan Bończa-Szabłowski)


Za sprawą niemieckiej lalkarki Suse Wächter w piwnicy Fritzla obok aktorów Dramatycznego pojawiają się Barak Obama, Zygmunt Freud, Jackie Kennedy, Marilyn Monroe oraz najważniejsza bohaterka – Elfriede Jelinek, która leżąc na kanapie śpiewa „Creep” Radiohead, rozmawia w asyście Freuda ze swoim 8-letnim sobowtórem o trudnej relacji z ich własną matką, ze znudzenia przysypia na spektaklu, po czym wygłasza referat o mocy słowa przez telefon komórkowy.


WEEKEND Z JELINEK: 14–15 kwietnia
„Śmierć i dziewczyna. Dramaty księżniczek” sobota i niedziela 18:00
„Kupieckie kontrakty” sobota i niedziela 21:00






Elfriede Jelinek o Josefie Fritzlu
źródło: Magazyn, Dziennik, marzec 2009


W piwnicy z betonu rozkazem jest słowo

Austria to mały świat, w którym duży świat przechodzi próbę. W znacznie mniejszym jeszcze piwnicznym lochu w Amstetten odbywa się przedstawienie, w dzień i w nocy. Przedstawienia nigdy nie odwołuje się z żadnego powodu. Także porody należą do rytmu dnia i do spektaklu. Nie ma żelaznej kurtyny ani nawet krat, są niepotrzebne, własnoręcznie odlaliśmy przecież betonowe drzwi umieszczone pomiędzy blaszanymi płytami.

To zamknięcie jest szczelne, elektroniczne urządzenie sterujące też przetrwa długo, jeśli tylko będzie się zawsze sumiennie zmieniać baterie (te olbrzymie drzwi zostały na pewno odlane na dole, jeden człowiek nie dałby rady ich tam znieść). Kraty umożliwiłyby widok na zewnątrz, który, choć cały czas poszatkowany, byłby jednak czymś więcej niż zupełny brak światła. Nie jest więc też wcale tak, że za tysiącem sztab kończy się świat. Tu rozkazem jest słowo Ojca, który jest już nawet Dziadkiem, nic w tym szczególnego, ojcowie i dziadkowie są nawet w jednej osobie.

Ojciec, Dziadek, Bóg

Pilny właściciel wytrwale pracował też nad upiększeniem lochu. Być może nawet pozwolił zhańbionej córce, matce swoich drugich siedmiorga dzieci (jedno, ponieważ zmarło, zostało "zutylizowane" w piecu, jak powiedział pewien urzędnik), współdecydować o kolorze płytek i innych elementów wyposażenia wnętrza. Być może zasięgnął jej opinii, choć nie sądzę. Zawsze braliśmy ofertę z promocji, bez względu na jej wygląd. Koncesjonowany Bóg Ojciec, Bóg Dziadek, Ojciec Elektryk zrezygnowałby w ten sposób z odrobiny władzy.

Mieszka więc sobie w ogródku życia ozdobionym nalepkami i dziecięcymi rysunkami, może się tam zachowywać, jak chce, może przeszkadzać w przedstawieniu, jak dusza zapragnie, bo to jego przedstawienie. Przedstawienie tego Dziadka - Boga Ojca, który stworzył idyllę zbudowaną bez ambicji artystycznych na wzór kobiecego ciała, z wieloma niszami i przejściami. To nie sztuka wykorzystywać coś jako kobiece ciało, nawet jeśli się go nie ma, są nadmuchiwane lalki, wydrążone jabłka, zwierzęta itp. Ale na pewno sztuką jest budowa pomieszczeń na wzór kobiety i ozdabianie ich ładnymi motywami, świątyni wzniesionej tylko dla żądzy Ojca, zawsze, nieustannie gotowej przyjąć teraźniejszość, która spokojnie może być też jeszcze jednym kobiecym ciałem, jeśli tylko jest spokojne. Kobieta i dzieci są tam na dole jedyną teraźniejszością, która się liczy. Być może okupiłaby swe winy życiem, gdybyśmy jej jeszcze nie potrzebowali, żeby móc z niej korzystać. Kto nie jest spokojny, kto krzyczy, zostaje uwolniony i wpuszcza się go na górę do domu. Przyzwoitość - mówi się niekiedy w Austrii - może doprowadzić do powstania. Przyzwoitość nie jest tu zbyt popularna, chyba że trzeba zaatakować bezbronnych, wtedy znów jesteśmy mocni.

Pierwsze przykazanie brzmi: nie zauważaj

Co powiedział kanclerz? Powiedział, że Austria powinna być znana w świecie z tego, iż wyeksportowała i rozpropagowała ideę Wiosek Dziecięcych SOS, a więc dalej w świat z tą ideą. Marsz, marsz, nie da się przypadkiem troszeczkę szybciej?! Ale ona już tam przecież jest, pośpieszyła się ta idea wiosek dziecięcych. Nie, wioską dziecięcą to piwniczny loch w Amstetten nie był. Wioski dziecięce znajdują się gdzie indziej, nawet za granicą, bo je przecież wyeksportowaliśmy, przynajmniej ideę. Poza tym troje dzieci to jeszcze nie wioska, ale to miejsce w piwnicy było rzeczywiście małe, to prawda, mniejsze już być nie mogło.

Tu, w Austrii, wszystko jest próbą czegoś późniejszego, co jeszcze nadejdzie, i najwyraźniej dla tej małej rodziny z piwnicy wolność też została już z góry, zawczasu zaplanowana. Najpóźniej latem córka zostałaby odebrana ze zmyślonej sekty i czule sprowadzona z powrotem do domu, do łoża małżeńskiego. Na dłuższą metę dla ojca rodziny zbyt męczące stałoby się też ciągłe wczołgiwanie się na dół, już przecież nie jest najmłodszy, a co będzie, jak kiedyś zachoruję? Co będzie, jak kiedyś znów zapragnę pojechać do Tajlandii? Wciąż to samo, to robi się nudne, przecież już małżonka przestała wystarczać i trzeba ją było zastąpić własnym dzieckiem. Dzieci. Tyle z nimi roboty.

Pierwsze przykazanie brzmi tu: nie zauważaj. Nic nie powinno się przedostać na zewnątrz, nikt nie powinien się przedostać na zewnątrz, od czego stal i beton? Już przecież u Nataschy K. (w 1998 r. Wolfgang Priklopil porwał 10-letnią Nataschę Kampusch, którą więził przez osiem lat w willi na przedmieściach Wiednia. Po jej ucieczce popełnił samobójstwo - red.) betonowy czop zadziałał dobrze, sprawdził się, więc dlaczego nie beton? Nie demonizować dobrego betonu! Beton nie jest zimny, może też być ciepły, to dobry, trwały materiał, reklamuje się go, że dla ludzi wcale nie musi być zimny w dotyku, a człowiek ze swej strony jest ciepłym, oddychającym - jeśli mu na to pozwolić! - materiałem za ogromnymi betonowymi drzwiami, za którymi się go zamyka, integruje i wyklucza zgodnie z wolą i słowem Ojca.

Wszystko ma zostać między nami

Politycy boją się teraz, jako że uratowani są wszyscy, których jeszcze można było uratować, uszczerbku dla reputacji Austrii. To byłoby okropne. Już nie słychać wołania rozbrzmiewającego z piwnicy, bo oczywiście w ogóle nie było go słychać, nie było szpar ani szczelin wystarczająco szerokich na krzyki, gdyby próbowały się wydostawać na zewnątrz. Były tylko małe szpary wentylacyjne. Na szparach, także w ludzkich ciałach, głównie kobiecych, Ojciec się zna, przecież je zrobił. Zrobił przecież wszystko, bo wszystko mógł zrobić. Dzięki Bogu. Tylko nie krzyczeć! Żaden krzyk tu nie dobiega, nawet żaden krzyk rodzącej matki. Po tylu dzieciach może się już trochę przyzwyczaiła do rodzenia. Tylko jedno zmarniało i - właśnie - zutylizowano je w piecu. W żadnym wypadku nie wolno nam nadszarpnąć naszej reputacji, a jeśli szkoda już powstała, nie wolno tego piwa wypić. Austria jest z powodu tak wielu rzeczy słynna, znacząca, lubiana, powiedzmy też: pożądana. Niedawno w jednym z ilustrowanych pism ukazały się pamiętniki luksusowej prostytutki. Sprawa szybko ucichła. Prawdopodobnie dobrze zapłacono za to, że te wspomnienia luksusowej call girl się nie ukazały. Nie potrzebujemy objawienia, mamy rzeczywistość, którą trzeba teraz ratować, bo w ostatnim czasie sprawia takie nierzeczywiste wrażenie.

Nikt nie powinien przerastać samego siebie, wszystko ma zostać między nami, nie chcemy nic wypuścić na zewnątrz, żeby nie mówiono o nas za granicą. Za granicą słuchajcie, prosimy, naszego słowa, słuchajcie balu w operze i koncertu noworocznego, słuchajcie wszystkiego! Ale nie naszego krzyku! Na niego prosimy wcale nie zwracać uwagi, ostatecznie my też wcale na niego nie zwracamy uwagi, a my przecież najlepiej wiemy, co robić. Ale ten krzyk nie dociera z piwnicy do sąsiada ani nawet na górę do domu.

tłum. Adam Peszke

źródło: Magazyn, Dziennik, marzec 2009
Trwa ładowanie komentarzy...